poniedziałek, 2 lipca 2012

Dobra

Przez cały tydzień nic się nie działo. Chodziłam na lekcje biologi, języka niemieckiego, angielskiego, rosyjskiego i oczywiście w-f. Czasami widywałam się z Iza, a czasami nie. Zapoznałan się z wieloma osobni. Osobami, które najlepiej zapamiętałam były dwie dziewczyny Agata i Anna. One to nic. Co rusz koło mnie znajdował się jakiś chłopak. Był to, albo Łukasz, albo Grzesiek. Lecz oni mnie nie interesowali. Mateusz. To nim cały czas zawracałam sobie głowę. Na drugi dzień po rozpoczęciu nauki podszedł do mnie i się ze mną zapoznał. Jest bardzo intrygującą osoba. Jest wysokim, wysportowanym brunetem. Jego oczy są krystalicznie niebieskie i zawsze podążającę za mną. Mam wrażenie, że coś ukrywa, tylko nie chce mówią. Z reszta nie miałam okazji z nim porozmawiać. Co rusz starałam się przekonać do siebie Kaśke i chodziłam na treningi. W nocy nie sypiałam, tylko myślałam o Mateuszu. Te niesforne kosmyki włosów, które co chwilę odgarnia z cudownie błękitnych oczu. W piątek postanowiłam z nim porozmawiać.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki po drodze budząc Izę. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w ciemne dżinsy i bluzkę. Pomalowałam lekko oczy, wyprostowałam włosy, związałam je w kitkę i wyszłam.
-Co tak długo?-przywitała mnie Iza i zatrzymała się w drzwiach do łazienki.-Który to?-spytała po chwili przypatrywania się mi.
-Żaden.-odpowiedziałam.
Zaczęłam ścielić łóżko, aby nie zauważyła rumieńca, który spłynął na moją twarzy. Mateusz-odpowiedziałam sobie w myślach. Iza po chwili wyszła z łazienki i patrzyła na mnie z rozbawieniem, kiedy pakowałam książki i skoroszyty do torby.
-Nie chcesz to nie mów.-odparła i sama chwyciła swoją torbę.
Miałam wrażenie, że już od dłuższego czasu chce mi coś powiedzieć, tylko się boi, ale nie naciskałam. Pierwsze lekcje, jak nigdy ciągnęły mi się w nie skończoność. W końcu doczekałam się wf-u. Błyskawicznie przebrałam się w dres i wyszłam na salę. Co prawda byłam, jako jedyną z dziewczyn, ale nie sama. Wokoło tłoczyło się trochę chłopaków, że tak powiem różnych kategori. To znaczy, grający w siatkę, w nogę, w ręczną, w kosza. Przeszukałam salę i znalazłam to czego szukałam. Mateusz stał koło drabinęk i jak zwykle mi się przyglądał. Zdenerwowana zarumieniłam się i spojrzałam w drugą stronę. Jeśli dobrze to obmyśliłam to powinnien do mnie zaraz podejść. Zaczęłam oglądać mini mecz w mnie między chłopakami. Kątem oka obserwowałam Mateusza. Nie poruszał się. Na salę weszło kilka dziewczyn, lecz na szczęście nie Iza.
-Część.-powiedział ktoś koło mnie.
Podskoczyłam wystraszona i odwróciłam się do rozmówcy. Na moje nieszczęście, albo i szczęście wpadłam wprost w ramiona Mateusza. Uśmiechnął się szeroko i puścił mnie. Miałam ochotę krzyknąć, żeby nie puszczał mnie, ale się powstrzymałam.
-Część.-wymamrotałam i znowu zatopiłam się w jego oczach. Odchrząknełam.-W co grasz?
-W nogę.
-Aha.
Nie chętnie odwróciłam wzrok i znów skupiłam się na meczu. Poczułam, że w kieszeni drży mi telefon. Wyjełam go i spojrzałam na wyświetlacz, który obwieszczał, że mam jedną wiadomość. Otworzyłam ją.
"Część piękna. Gdzie jesteś? Mam ważna sprawę do Ciebie"
-Ty zawsze masz ważna sprawę.-powiedziałam do siebie zapominając o Mateuszu.
-Coś mówiłaś?
-A zdobyli punkt.-pokazałam na grających chłopaków.
Spojrzał na mnie, a ją zamarłam. Staliśmy tak przez chwilę, aż nie przyszła do mnie kolejna wiadomość. Od Izy.
"Spytaj go, czy pójdzie na jutrzejszą imprezę u Anny"
"Ją mam go o to pytać? Nie on powinnien to zrobić?"-odpisałam i zaczęłam jej szukać wyrokiem. Stała za mną i przyglądała się mi.
"Nie, czekaj aż książę na białym koniu Cię o to zapyta."
Widziałam, jak kręci głową i gdzie w naszą stronę.
-Idziecie na imprezę u Anny?-spytała.
-Nie wiem.-odpowiedzieliśmy jednocześnie.
Spojrzelismy na siebie. Zaśmiałam się cicho i spojrzałam na Ize w oczekiwaniu, że sobie pójdzie.
-Nie mam z kim.-powiedziałam.
-Może chciała byś pójść że mną?-zapytał
-Dobra.-odparłam spokojnie, aby nie pomyślał sobie, że jestem, jakąś napalona. Choć w sumie to nie byłam.
Zadzwonił dzwonek. Wszyscy uczniowie weszli na salę i zaczęli zajmować miejsca po obu jej stronach.
-Część.
-Część.-rzuciłam i poszłam wraz z Iza pod siatkę.
-I co tak ciężko było?
-Dzięki Tobie nie.
Zajęłam swoje miejsce, a Iza swoje. Gwizdek oznajmił początek meczu. Iza odebrała piłkę, odbijając ją do dziewczyny z tylu, która podała do mnie, a ja przebiłam nad siatkę zdobywając punkt. Kolejne rozgrywki i kolejne punkty. Olga podała do Kaśki, która nisko odbiła do Izy. Iza rzuciła się w stronę piłki w ostatniej chwili przebijając ją na pole przeciwnej drużyny. Przyjęła Anna, następnie Patrycja, a Nikola przebiła na nasza połowę. Przyjęcie, podanie, przebicie. Przyjęcie, podanie, przebicie. Mimo wielkich prób przeciwniczek wygrałyśmy. Hura!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz