Jak to możliwe, żeby człowiek przed takim wydarzeniem mógł
normamie spać?
Radosne ćwierkanie ptaków za oknem wybudziło mnie ze snu. Miałam wrażenie, że słońce specjalnie dla mnie wysila się, żeby choć na chwilę musnąć swoimi promieniami moją skórę. Wstałam i poszłam do łazienki się odświeżyć. Założyłam zwyczajne rurki i bluzkę. Zaścieliłam łóżko, po czym usiadłam na nim i wyglądałam przez okno. Iza obok mnie nadal spała, albo to ja tak wcześnie wstałam. Mniejsza z tym. Miałam teraz czas, aby pomyśleć. Oczami wyobraźni przeglądałam swoje rzeczy w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Miało być to coś skromnego, ale rzucającego się w oczy. Wszystkie myśli skupiały się na nim. Nie ważne, jak starałam się je na chwilę zająć czymś innym.
Moim szczęściem jest jego uśmiech. Moją nadzieją jest jego spojrzeniem. Moją miłością jest on. Jego brązowe oczy podążającę za każdym moim krokiem. Każdy uśmiech posyłany w moją stronę. Są jak obietnice miłości. Tylko, czy będzie mi dana? Siedziałam tak i myślałam dopóki nie wstała Iza. Otrząsnęłam się mentalnie ze swoich marzeń i spojrzałam w jej stronę.
-A Ty co? Już na nogach?-spytała zaspanym głosem.
-Tak.-zbyt piękną pogodę mamy za oknem by spać wiecznie.-powiedziałam i rzuciłam w jej stronę poduszkę.
-A to co to miało być?
-Poduszka?-powiedziałam pytająco.
Iza zamachneła się, rzuciła ją w moją stronę i trafiła w ramię.
-Teraz też jest to poduszka?
-Nie masowa broń na siostrę.-odpowiedziałam uśmiechając się.
-Aha tak?
Kolejna poduszka przeleciała przez pokój trafiając mnie w nogę. Zaczęła się bitwa na poduszki. Nie wiem, czy było to rozsądne. Chyba raczej nie było w naszym wieku, ale co tam. Przez chwilę poduszki latały w te i we wte trafiając coraz to Ize, albo mnie. Czułam się w tej chwili, jak pięciolatka. Nagle zamarłyśmy w bez ruchu trzymając w rękach nasze bronie. W drzwiach stała wysoka, smukła blondynka o zielonych oczach. Zawachała się z ręką na klamce.
-Może ją przyjdę później.-powiedziała i odwróciła się w drugą stronę.
-Weronika stój.-powiedziałam.
-Naprawdę przyjdę później.-odparła, ale weszła zpowrotem do pokoju.
-A co też chcesz się dołączyć?
-Nie, nie.-uniosła w obronym geście ręce. Spojrzała po pokoju.-Chyba lepiej nie.
Podbiegłam do niej i uściskałam ją.
-Mnie też miło Cię widzieć.-powiedziałam.
-Tak wiem. Mi Ciebie też.
-Co Ty tu robisz?
-Jak to co? Przyjechałam odwiedzić swoją najlepszą przyjaciółkę i jej siostrę.
-Ach, jaka miła jesteś. To co Ty jeszcze nie zaczęłaś szkoły?
-Nie. Zaczynam dopiero w ten wtorek.
-Fajnie. Co najmniej masz o tydzień dłużej wakacje.
-Nom. Tak jakby. No nic. Opowiadaj jak tu jest.
I tak zaczęła jej opowiadać wszystko i po kolei. Zaczęłam od pierwszego dnia jak to spotkałyśmy z Iza chłopaków skończywszy na dzisiejszej imprezie. Wszystko opowiadałam podczas spaceru wzdłuż głównej alejki dziedzińca. Drzewa rzucały cienie po których kroczyłyśmy, gdyż pokazywałam jej co gdzie jest. Oczywiście nie obyło się bez spojrzeń chłopaków na Weronikę. Nie dziwiłam się im. Weronika wogóle była ładna. Długie, proste włosy o odcieniu złota, które były, jak anielska aureola wokół jej głowy. Uwagę przykuwały także jej intensywnie zielone oczy. Miała prawie 1.80 wzrostu i była szczupła co czyniło ją w oczach innych modelką. Była ubrana, jak zwykle w ciemno niebieskie rurki i bluzkę z długim rękawem, ale nawet to sprawiało, że wyglądała ładnie. No cóż? Ją też jestem ładna. Ja jestem szatynką, a mimo to często widzę spojrzenia chłopaków. Jestem tak samo wysoka, jak Weronika i prawie tak samo szczupła. Tyle, że ja mam bardziej zaokrąglone kształty. Nie przeszkadza mi to. Mam śliczne czarne włosy sięgające mi do łopatek i brązowe oczy, które przyciągają uwagę.
-A co do tej imprezy.-zaczęłam.-Pomogła byś mi coś wybrać.
-Jasne. Nie ma sprawy.
-Tylko wiesz. To musi być coś ładnego. Idę z chłopakiem na tą imprezę.
Na jej twarzy było widać zdziwienie wywołane moimi słowami, lecz po chwili ono znikło. Weronika patrzyła się w jakimś kierunku z osłupieniem wypisanym na twarzy. Spojrzałam w tą sama stronę co ona. Na ławce siedział Dawid spoglądający dokładnie na Weronikę. Nie odwrócił wzroku, jak zrobiłaby to większość chłopaków, lecz nadal na nią patrzył tym swoim pożerającym spojrzeniem. Zachowywał się, jak maczo, tylko kiepsko mu to wychodziło. Zamiast wydawać się na bogatego i rozpieszczonego sprawiał wrażenie przeziębionego i psychicznie chorego.
-To jak? Pomożesz?-powiedziałam, aby odwrócić jej uwagę od Dawida.
-Oczywiście. Mów co to za chłopak?
-Mateusz.-odpowiedziałam.
Rozejrzałam się dookoła poszukując go wzrokiem, czy aby przypadkiem gdzieś go nie ma. Stał przed mną w odległości nie większej niż dziesięć metrów oparty nonszalancko o ścianę. Jego włosy targał wiatr. Był ubrany, jak zwykle podobnie. Miał na sobie dżinsy, białą bluzkę i czarną, skórzaną kurtkę, którą poruszał ciepły, jesienny wietrzyk. Obserwował mnie dokładnie, tak jak zawsze.
-Tamten.-pokazałam ruchem głowy w jego stronę.
-Ymmm... Śliczny.-odparła i przyjrzała mu się uważnie.-Ma ładne oczy.-stwierdziła.
-Wiem.-potwierdziłam jej słowa.-Cześć.-powiedziałam w stronę Mateusza bo akurat go mijaliśmy.
-Cześć.-odparł i puścił mi oczko.
-To od razu widać, że coś między wami jest. Nie trzeba się przyglądać. A teraz powiedz mi jedną rzecz. Co to za tępak?-wskazała na Dawida.
-Oj. Na niego nie warto zwracać uwagi.
-To już wiem.
-Taki jeden Dawid.
-No, ale chcesz mi chyba powiedzieć coś jeszcze. Prawda? Nie myślisz tylko o Mateuszu.
-Zdaje Ci się...-zająknełam się lekko.
-Jestem Twoją przyjaciółka. Mów. Przed mną nic nie ukryjesz.
-Może później. Teraz chodź. Muszę coś sobie kupić.
Pociągnęłam ją poza teren szkoły. Szybko przeszłyśmy do pierwszego sklepu i zaczełyśmy przeglądać wieszaki z sukienkami. Nie widziałam się z Werką dwa tygodnie, a bardzo się za nią stęskniłam. Była, jak moja druga siostra. Mogłam rozmawiać z nią o wszystkim, a nawet z siostrą niektórymi rzeczami bym się nie podzieliła. Czasami myślałam o osobach, które nie mają przyjaciółek. Opowiadają, jak im minął dzień drzewom, albo kwiatkom? Nie ważne.
Przeglądałyśmy już któryś z kolei sklep, a przymierzałam niezliczoną ilość ubrań. Cały czas coś mi nie pasowało. A to za jasne, a to za ciemne, a to za bardzo intensywne. Później poszłyśmy coś zjeść do pobliskiej kafejki. Po pół godzinnej przerwie powróciłyśmy do poszukiwań.
-To ostatni sklep.-powiedziałam.
-To nie dobrze.
-Czemu?
-Bo to oznacza, że za niedługo będę musiała wracać.
-Niestety.
-Niom.
Przebierałyśmy powoli ciuchy. Za oknem niebo przybierało różowe kolory, a sklepy zaczęto zamykać.
-A może to.-powiedziała Weronika, a w moja stronę poleciało coś kremowego.-I to.-rzuciła mi coś szarego.-A i oczywiście to.
Podeszła do mnie i pokazała mi wysokie, czarne szpilki.
Nie spojrzałam na to co mi wcześniej rzuciła, tylko chwyciłam szpilki i weszłam do przymierzalni. Zdjęłam z siebie wszystko i przymierzyłam to co mi wybrała. To coś szare okazało się rurkami w czarne cętki, a to kremowe to była tunika. Szybko wsunełam nogi w szpilki i wyszłam. Weronika przyjrzała mi się po czym pokreciła głową.
-To będzie lepiej pasować.
-Nie chce tych szpilek.-szepnełam.-Wolę baleriny.
-Wiedziałam, że to powiesz. Trzymaj.
Wcisneła mi ręce buty i coś jeszcze. Ponownie musiałam się przebierać. Wyszłam po chwili i pokazałam się z każdej strony. Miałam na sobie szare, centkowane rurki, wygodne baleriny i jasno fioletowy top.
-Idealnie.-powiedziała Weronika i klasneła z dłonie.
Zapłaciłam za wszystko i wyszłyśmy z sklepu.
-To co teraz do akademika?
-Tak.-odpowiedziała.
-Ej. Ale miałam na myśli mój akademik.-pociągnęłam ją w stronę szkoły.
-Przepraszam, ale muszę już jechać.
-Naprawdę?
Zwiesiłam ręce wzdłuż ciała i zgarbiłam się trochę. Spojrzałam na nią miną męczennika.
-Nie rób tego. I tak nie zmienię zdania. Proszę Cię. Bo będę czują się winna.-przytkneła mi dwa palce do kącików ust i spróbowała je podnieść.-No weź. Proszę uśmiechnij się. Przecież przyjadę tu jeszcze.
-Skoro tak mówisz.-uśmiechnęłam się krzywo.
-Pamiętaj, że masz dzisiaj imprezę.-uśmiechnęła się i uderzyła mnie lekko w ramię.
-No dooobra. A kiedy następnym razem tu będziesz?
-Chyba szybciej niż myślisz. Zapewne zjawie się jeszcze w tym półroczu.
-To fajnie. No nic nie będę Cię już dłużej zatrzymywać. Część.
-Część.
Uściskałyśmy się serdecznie. Poszła kupiła bilet na autobus i po chwili widziałam, jak wsiada do niego. Kiedy odjeżdżała widziałam, jak cały czas macha mi ręką. Ją także jej machałam.
-No nic. Nie mogę płakać. Dzisiaj jest impreza mojego życia.
Szybko skierowałam się do akademika. Iza leżała na łóżku i patrzyła w sufit. Nie zwróciła większej uwagi, kiedy weszłam do pokoju.
-Zakupy były udane?-spytała nawet na mnie nie patrząc.
-Tak i to bardzo.
-To się cieszę.
Trzeba zacząć się szykować.
Radosne ćwierkanie ptaków za oknem wybudziło mnie ze snu. Miałam wrażenie, że słońce specjalnie dla mnie wysila się, żeby choć na chwilę musnąć swoimi promieniami moją skórę. Wstałam i poszłam do łazienki się odświeżyć. Założyłam zwyczajne rurki i bluzkę. Zaścieliłam łóżko, po czym usiadłam na nim i wyglądałam przez okno. Iza obok mnie nadal spała, albo to ja tak wcześnie wstałam. Mniejsza z tym. Miałam teraz czas, aby pomyśleć. Oczami wyobraźni przeglądałam swoje rzeczy w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Miało być to coś skromnego, ale rzucającego się w oczy. Wszystkie myśli skupiały się na nim. Nie ważne, jak starałam się je na chwilę zająć czymś innym.
Moim szczęściem jest jego uśmiech. Moją nadzieją jest jego spojrzeniem. Moją miłością jest on. Jego brązowe oczy podążającę za każdym moim krokiem. Każdy uśmiech posyłany w moją stronę. Są jak obietnice miłości. Tylko, czy będzie mi dana? Siedziałam tak i myślałam dopóki nie wstała Iza. Otrząsnęłam się mentalnie ze swoich marzeń i spojrzałam w jej stronę.
-A Ty co? Już na nogach?-spytała zaspanym głosem.
-Tak.-zbyt piękną pogodę mamy za oknem by spać wiecznie.-powiedziałam i rzuciłam w jej stronę poduszkę.
-A to co to miało być?
-Poduszka?-powiedziałam pytająco.
Iza zamachneła się, rzuciła ją w moją stronę i trafiła w ramię.
-Teraz też jest to poduszka?
-Nie masowa broń na siostrę.-odpowiedziałam uśmiechając się.
-Aha tak?
Kolejna poduszka przeleciała przez pokój trafiając mnie w nogę. Zaczęła się bitwa na poduszki. Nie wiem, czy było to rozsądne. Chyba raczej nie było w naszym wieku, ale co tam. Przez chwilę poduszki latały w te i we wte trafiając coraz to Ize, albo mnie. Czułam się w tej chwili, jak pięciolatka. Nagle zamarłyśmy w bez ruchu trzymając w rękach nasze bronie. W drzwiach stała wysoka, smukła blondynka o zielonych oczach. Zawachała się z ręką na klamce.
-Może ją przyjdę później.-powiedziała i odwróciła się w drugą stronę.
-Weronika stój.-powiedziałam.
-Naprawdę przyjdę później.-odparła, ale weszła zpowrotem do pokoju.
-A co też chcesz się dołączyć?
-Nie, nie.-uniosła w obronym geście ręce. Spojrzała po pokoju.-Chyba lepiej nie.
Podbiegłam do niej i uściskałam ją.
-Mnie też miło Cię widzieć.-powiedziałam.
-Tak wiem. Mi Ciebie też.
-Co Ty tu robisz?
-Jak to co? Przyjechałam odwiedzić swoją najlepszą przyjaciółkę i jej siostrę.
-Ach, jaka miła jesteś. To co Ty jeszcze nie zaczęłaś szkoły?
-Nie. Zaczynam dopiero w ten wtorek.
-Fajnie. Co najmniej masz o tydzień dłużej wakacje.
-Nom. Tak jakby. No nic. Opowiadaj jak tu jest.
I tak zaczęła jej opowiadać wszystko i po kolei. Zaczęłam od pierwszego dnia jak to spotkałyśmy z Iza chłopaków skończywszy na dzisiejszej imprezie. Wszystko opowiadałam podczas spaceru wzdłuż głównej alejki dziedzińca. Drzewa rzucały cienie po których kroczyłyśmy, gdyż pokazywałam jej co gdzie jest. Oczywiście nie obyło się bez spojrzeń chłopaków na Weronikę. Nie dziwiłam się im. Weronika wogóle była ładna. Długie, proste włosy o odcieniu złota, które były, jak anielska aureola wokół jej głowy. Uwagę przykuwały także jej intensywnie zielone oczy. Miała prawie 1.80 wzrostu i była szczupła co czyniło ją w oczach innych modelką. Była ubrana, jak zwykle w ciemno niebieskie rurki i bluzkę z długim rękawem, ale nawet to sprawiało, że wyglądała ładnie. No cóż? Ją też jestem ładna. Ja jestem szatynką, a mimo to często widzę spojrzenia chłopaków. Jestem tak samo wysoka, jak Weronika i prawie tak samo szczupła. Tyle, że ja mam bardziej zaokrąglone kształty. Nie przeszkadza mi to. Mam śliczne czarne włosy sięgające mi do łopatek i brązowe oczy, które przyciągają uwagę.
-A co do tej imprezy.-zaczęłam.-Pomogła byś mi coś wybrać.
-Jasne. Nie ma sprawy.
-Tylko wiesz. To musi być coś ładnego. Idę z chłopakiem na tą imprezę.
Na jej twarzy było widać zdziwienie wywołane moimi słowami, lecz po chwili ono znikło. Weronika patrzyła się w jakimś kierunku z osłupieniem wypisanym na twarzy. Spojrzałam w tą sama stronę co ona. Na ławce siedział Dawid spoglądający dokładnie na Weronikę. Nie odwrócił wzroku, jak zrobiłaby to większość chłopaków, lecz nadal na nią patrzył tym swoim pożerającym spojrzeniem. Zachowywał się, jak maczo, tylko kiepsko mu to wychodziło. Zamiast wydawać się na bogatego i rozpieszczonego sprawiał wrażenie przeziębionego i psychicznie chorego.
-To jak? Pomożesz?-powiedziałam, aby odwrócić jej uwagę od Dawida.
-Oczywiście. Mów co to za chłopak?
-Mateusz.-odpowiedziałam.
Rozejrzałam się dookoła poszukując go wzrokiem, czy aby przypadkiem gdzieś go nie ma. Stał przed mną w odległości nie większej niż dziesięć metrów oparty nonszalancko o ścianę. Jego włosy targał wiatr. Był ubrany, jak zwykle podobnie. Miał na sobie dżinsy, białą bluzkę i czarną, skórzaną kurtkę, którą poruszał ciepły, jesienny wietrzyk. Obserwował mnie dokładnie, tak jak zawsze.
-Tamten.-pokazałam ruchem głowy w jego stronę.
-Ymmm... Śliczny.-odparła i przyjrzała mu się uważnie.-Ma ładne oczy.-stwierdziła.
-Wiem.-potwierdziłam jej słowa.-Cześć.-powiedziałam w stronę Mateusza bo akurat go mijaliśmy.
-Cześć.-odparł i puścił mi oczko.
-To od razu widać, że coś między wami jest. Nie trzeba się przyglądać. A teraz powiedz mi jedną rzecz. Co to za tępak?-wskazała na Dawida.
-Oj. Na niego nie warto zwracać uwagi.
-To już wiem.
-Taki jeden Dawid.
-No, ale chcesz mi chyba powiedzieć coś jeszcze. Prawda? Nie myślisz tylko o Mateuszu.
-Zdaje Ci się...-zająknełam się lekko.
-Jestem Twoją przyjaciółka. Mów. Przed mną nic nie ukryjesz.
-Może później. Teraz chodź. Muszę coś sobie kupić.
Pociągnęłam ją poza teren szkoły. Szybko przeszłyśmy do pierwszego sklepu i zaczełyśmy przeglądać wieszaki z sukienkami. Nie widziałam się z Werką dwa tygodnie, a bardzo się za nią stęskniłam. Była, jak moja druga siostra. Mogłam rozmawiać z nią o wszystkim, a nawet z siostrą niektórymi rzeczami bym się nie podzieliła. Czasami myślałam o osobach, które nie mają przyjaciółek. Opowiadają, jak im minął dzień drzewom, albo kwiatkom? Nie ważne.
Przeglądałyśmy już któryś z kolei sklep, a przymierzałam niezliczoną ilość ubrań. Cały czas coś mi nie pasowało. A to za jasne, a to za ciemne, a to za bardzo intensywne. Później poszłyśmy coś zjeść do pobliskiej kafejki. Po pół godzinnej przerwie powróciłyśmy do poszukiwań.
-To ostatni sklep.-powiedziałam.
-To nie dobrze.
-Czemu?
-Bo to oznacza, że za niedługo będę musiała wracać.
-Niestety.
-Niom.
Przebierałyśmy powoli ciuchy. Za oknem niebo przybierało różowe kolory, a sklepy zaczęto zamykać.
-A może to.-powiedziała Weronika, a w moja stronę poleciało coś kremowego.-I to.-rzuciła mi coś szarego.-A i oczywiście to.
Podeszła do mnie i pokazała mi wysokie, czarne szpilki.
Nie spojrzałam na to co mi wcześniej rzuciła, tylko chwyciłam szpilki i weszłam do przymierzalni. Zdjęłam z siebie wszystko i przymierzyłam to co mi wybrała. To coś szare okazało się rurkami w czarne cętki, a to kremowe to była tunika. Szybko wsunełam nogi w szpilki i wyszłam. Weronika przyjrzała mi się po czym pokreciła głową.
-To będzie lepiej pasować.
-Nie chce tych szpilek.-szepnełam.-Wolę baleriny.
-Wiedziałam, że to powiesz. Trzymaj.
Wcisneła mi ręce buty i coś jeszcze. Ponownie musiałam się przebierać. Wyszłam po chwili i pokazałam się z każdej strony. Miałam na sobie szare, centkowane rurki, wygodne baleriny i jasno fioletowy top.
-Idealnie.-powiedziała Weronika i klasneła z dłonie.
Zapłaciłam za wszystko i wyszłyśmy z sklepu.
-To co teraz do akademika?
-Tak.-odpowiedziała.
-Ej. Ale miałam na myśli mój akademik.-pociągnęłam ją w stronę szkoły.
-Przepraszam, ale muszę już jechać.
-Naprawdę?
Zwiesiłam ręce wzdłuż ciała i zgarbiłam się trochę. Spojrzałam na nią miną męczennika.
-Nie rób tego. I tak nie zmienię zdania. Proszę Cię. Bo będę czują się winna.-przytkneła mi dwa palce do kącików ust i spróbowała je podnieść.-No weź. Proszę uśmiechnij się. Przecież przyjadę tu jeszcze.
-Skoro tak mówisz.-uśmiechnęłam się krzywo.
-Pamiętaj, że masz dzisiaj imprezę.-uśmiechnęła się i uderzyła mnie lekko w ramię.
-No dooobra. A kiedy następnym razem tu będziesz?
-Chyba szybciej niż myślisz. Zapewne zjawie się jeszcze w tym półroczu.
-To fajnie. No nic nie będę Cię już dłużej zatrzymywać. Część.
-Część.
Uściskałyśmy się serdecznie. Poszła kupiła bilet na autobus i po chwili widziałam, jak wsiada do niego. Kiedy odjeżdżała widziałam, jak cały czas macha mi ręką. Ją także jej machałam.
-No nic. Nie mogę płakać. Dzisiaj jest impreza mojego życia.
Szybko skierowałam się do akademika. Iza leżała na łóżku i patrzyła w sufit. Nie zwróciła większej uwagi, kiedy weszłam do pokoju.
-Zakupy były udane?-spytała nawet na mnie nie patrząc.
-Tak i to bardzo.
-To się cieszę.
Trzeba zacząć się szykować.