poniedziałek, 2 lipca 2012

Weronika

Jak to możliwe, żeby człowiek przed takim wydarzeniem mógł normamie spać?
Radosne ćwierkanie ptaków za oknem wybudziło mnie ze snu. Miałam wrażenie, że słońce specjalnie dla mnie wysila się, żeby choć na chwilę musnąć swoimi promieniami moją skórę. Wstałam i poszłam do łazienki się odświeżyć. Założyłam zwyczajne rurki i bluzkę. Zaścieliłam łóżko, po czym usiadłam na nim i wyglądałam przez okno. Iza obok mnie nadal spała, albo to ja tak wcześnie wstałam. Mniejsza z tym. Miałam teraz czas, aby pomyśleć. Oczami wyobraźni przeglądałam swoje rzeczy w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Miało być to coś skromnego, ale rzucającego się w oczy. Wszystkie myśli skupiały się na nim. Nie ważne, jak starałam się je na chwilę zająć czymś innym.
Moim szczęściem jest jego uśmiech. Moją nadzieją jest jego spojrzeniem. Moją miłością jest on. Jego brązowe oczy podążającę za każdym moim krokiem. Każdy uśmiech posyłany w moją stronę. Są jak obietnice miłości. Tylko, czy będzie mi dana? Siedziałam tak i myślałam dopóki nie wstała Iza. Otrząsnęłam się mentalnie ze swoich marzeń i spojrzałam w jej stronę.
-A Ty co? Już na nogach?-spytała zaspanym głosem.
-Tak.-zbyt piękną pogodę mamy za oknem by spać wiecznie.-powiedziałam i rzuciłam w jej stronę poduszkę.
-A to co to miało być?
-Poduszka?-powiedziałam pytająco.
Iza zamachneła się, rzuciła ją w moją stronę i trafiła w ramię.
-Teraz też jest to poduszka?
-Nie masowa broń na siostrę.-odpowiedziałam uśmiechając się.
-Aha tak?
Kolejna poduszka przeleciała przez pokój trafiając mnie w nogę. Zaczęła się bitwa na poduszki. Nie wiem, czy było to rozsądne. Chyba raczej nie było w naszym wieku, ale co tam. Przez chwilę poduszki latały w te i we wte trafiając coraz to Ize, albo mnie. Czułam się w tej chwili, jak pięciolatka. Nagle zamarłyśmy w bez ruchu trzymając w rękach nasze bronie. W drzwiach stała wysoka, smukła blondynka o zielonych oczach. Zawachała się z ręką na klamce.
-Może ją przyjdę później.-powiedziała i odwróciła się w drugą stronę.
-Weronika stój.-powiedziałam.
-Naprawdę przyjdę później.-odparła, ale weszła zpowrotem do pokoju.
-A co też chcesz się dołączyć?
-Nie, nie.-uniosła w obronym geście ręce. Spojrzała po pokoju.-Chyba lepiej nie.
Podbiegłam do niej i uściskałam ją.
-Mnie też miło Cię widzieć.-powiedziałam.
-Tak wiem. Mi Ciebie też.
-Co Ty tu robisz?
-Jak to co? Przyjechałam odwiedzić swoją najlepszą przyjaciółkę i jej siostrę.
-Ach, jaka miła jesteś. To co Ty jeszcze nie zaczęłaś szkoły?
-Nie. Zaczynam dopiero w ten wtorek.
-Fajnie. Co najmniej masz o tydzień dłużej wakacje.
-Nom. Tak jakby. No nic. Opowiadaj jak tu jest.
I tak zaczęła jej opowiadać wszystko i po kolei. Zaczęłam od pierwszego dnia jak to spotkałyśmy z Iza chłopaków skończywszy na dzisiejszej imprezie. Wszystko opowiadałam podczas spaceru wzdłuż głównej alejki dziedzińca. Drzewa rzucały cienie po których kroczyłyśmy, gdyż pokazywałam jej co gdzie jest. Oczywiście nie obyło się bez spojrzeń chłopaków na Weronikę. Nie dziwiłam się im. Weronika wogóle była ładna. Długie, proste włosy o odcieniu złota, które były, jak anielska aureola wokół jej głowy. Uwagę przykuwały także jej intensywnie zielone oczy. Miała prawie 1.80 wzrostu i była szczupła co czyniło ją w oczach innych modelką. Była ubrana, jak zwykle w ciemno niebieskie rurki i bluzkę z długim rękawem, ale nawet to sprawiało, że wyglądała ładnie. No cóż? Ją też jestem ładna. Ja jestem szatynką, a mimo to często widzę spojrzenia chłopaków. Jestem tak samo wysoka, jak Weronika i prawie tak samo szczupła. Tyle, że ja mam bardziej zaokrąglone kształty. Nie przeszkadza mi to. Mam śliczne czarne włosy sięgające mi do łopatek i brązowe oczy, które przyciągają uwagę.
-A co do tej imprezy.-zaczęłam.-Pomogła byś mi coś wybrać.
-Jasne. Nie ma sprawy.
-Tylko wiesz. To musi być coś ładnego. Idę z chłopakiem na tą imprezę.
Na jej twarzy było widać zdziwienie wywołane moimi słowami, lecz po chwili ono znikło. Weronika patrzyła się w jakimś kierunku z osłupieniem wypisanym na twarzy. Spojrzałam w tą sama stronę co ona. Na ławce siedział Dawid spoglądający dokładnie na Weronikę. Nie odwrócił wzroku, jak zrobiłaby to większość chłopaków, lecz nadal na nią patrzył tym swoim pożerającym spojrzeniem. Zachowywał się, jak maczo, tylko kiepsko mu to wychodziło. Zamiast wydawać się na bogatego i rozpieszczonego sprawiał wrażenie przeziębionego i psychicznie chorego.
-To jak? Pomożesz?-powiedziałam, aby odwrócić jej uwagę od Dawida.
-Oczywiście. Mów co to za chłopak?
-Mateusz.-odpowiedziałam.
Rozejrzałam się dookoła poszukując go wzrokiem, czy aby przypadkiem gdzieś go nie ma. Stał przed mną w odległości nie większej niż dziesięć metrów oparty nonszalancko o ścianę. Jego włosy targał wiatr. Był ubrany, jak zwykle podobnie. Miał na sobie dżinsy, białą bluzkę i czarną, skórzaną kurtkę, którą poruszał ciepły, jesienny wietrzyk. Obserwował mnie dokładnie, tak jak zawsze.
-Tamten.-pokazałam ruchem głowy w jego stronę.
-Ymmm... Śliczny.-odparła i przyjrzała mu się uważnie.-Ma ładne oczy.-stwierdziła.
-Wiem.-potwierdziłam jej słowa.-Cześć.-powiedziałam w stronę Mateusza bo akurat go mijaliśmy.
-Cześć.-odparł i puścił mi oczko.
-To od razu widać, że coś między wami jest. Nie trzeba się przyglądać. A teraz powiedz mi jedną rzecz. Co to za tępak?-wskazała na Dawida.
-Oj. Na niego nie warto zwracać uwagi.
-To już wiem.
-Taki jeden Dawid.
-No, ale chcesz mi chyba powiedzieć coś jeszcze. Prawda? Nie myślisz tylko o Mateuszu.
-Zdaje Ci się...-zająknełam się lekko.
-Jestem Twoją przyjaciółka. Mów. Przed mną nic nie ukryjesz.
-Może później. Teraz chodź. Muszę coś sobie kupić.
Pociągnęłam ją poza teren szkoły. Szybko przeszłyśmy do pierwszego sklepu i zaczełyśmy przeglądać wieszaki z sukienkami. Nie widziałam się z Werką dwa tygodnie, a bardzo się za nią stęskniłam. Była, jak moja druga siostra. Mogłam rozmawiać z nią o wszystkim, a nawet z siostrą niektórymi rzeczami bym się nie podzieliła. Czasami myślałam o osobach, które nie mają przyjaciółek. Opowiadają, jak im minął dzień drzewom, albo kwiatkom? Nie ważne.
Przeglądałyśmy już któryś z kolei sklep, a przymierzałam niezliczoną ilość ubrań. Cały czas coś mi nie pasowało. A to za jasne, a to za ciemne, a to za bardzo intensywne. Później poszłyśmy coś zjeść do pobliskiej kafejki. Po pół godzinnej przerwie powróciłyśmy do poszukiwań.
-To ostatni sklep.-powiedziałam.
-To nie dobrze.
-Czemu?
-Bo to oznacza, że za niedługo będę musiała wracać.
-Niestety.
-Niom.
Przebierałyśmy powoli ciuchy. Za oknem niebo przybierało różowe kolory, a sklepy zaczęto zamykać.
-A może to.-powiedziała Weronika, a w moja stronę poleciało coś kremowego.-I to.-rzuciła mi coś szarego.-A i oczywiście to.
Podeszła do mnie i pokazała mi wysokie, czarne szpilki.
Nie spojrzałam na to co mi wcześniej rzuciła, tylko chwyciłam szpilki i weszłam do przymierzalni. Zdjęłam z siebie wszystko i przymierzyłam to co mi wybrała. To coś szare okazało się rurkami w czarne cętki, a to kremowe to była tunika. Szybko wsunełam nogi w szpilki i wyszłam. Weronika przyjrzała mi się po czym pokreciła głową.
-To będzie lepiej pasować.
-Nie chce tych szpilek.-szepnełam.-Wolę baleriny.
-Wiedziałam, że to powiesz. Trzymaj.
Wcisneła mi ręce buty i coś jeszcze. Ponownie musiałam się przebierać. Wyszłam po chwili i pokazałam się z każdej strony. Miałam na sobie szare, centkowane rurki, wygodne baleriny i jasno fioletowy top.
-Idealnie.-powiedziała Weronika i klasneła z dłonie.
Zapłaciłam za wszystko i wyszłyśmy z sklepu.
-To co teraz do akademika?
-Tak.-odpowiedziała.
-Ej. Ale miałam na myśli mój akademik.-pociągnęłam ją w stronę szkoły.
-Przepraszam, ale muszę już jechać.
-Naprawdę?
Zwiesiłam ręce wzdłuż ciała i zgarbiłam się trochę. Spojrzałam na nią miną męczennika.
-Nie rób tego. I tak nie zmienię zdania. Proszę Cię. Bo będę czują się winna.-przytkneła mi dwa palce do kącików ust i spróbowała je podnieść.-No weź. Proszę uśmiechnij się. Przecież przyjadę tu jeszcze.
-Skoro tak mówisz.-uśmiechnęłam się krzywo.
-Pamiętaj, że masz dzisiaj imprezę.-uśmiechnęła się i uderzyła mnie lekko w ramię.
-No dooobra. A kiedy następnym razem tu będziesz?
-Chyba szybciej niż myślisz. Zapewne zjawie się jeszcze w tym półroczu.
-To fajnie. No nic nie będę Cię już dłużej zatrzymywać. Część.
-Część.
Uściskałyśmy się serdecznie. Poszła kupiła bilet na autobus i po chwili widziałam, jak wsiada do niego. Kiedy odjeżdżała widziałam, jak cały czas macha mi ręką. Ją także jej machałam.
-No nic. Nie mogę płakać. Dzisiaj jest impreza mojego życia.
Szybko skierowałam się do akademika. Iza leżała na łóżku i patrzyła w sufit. Nie zwróciła większej uwagi, kiedy weszłam do pokoju.
-Zakupy były udane?-spytała nawet na mnie nie patrząc.
-Tak i to bardzo.
-To się cieszę.
Trzeba zacząć się szykować.

Dobra

Przez cały tydzień nic się nie działo. Chodziłam na lekcje biologi, języka niemieckiego, angielskiego, rosyjskiego i oczywiście w-f. Czasami widywałam się z Iza, a czasami nie. Zapoznałan się z wieloma osobni. Osobami, które najlepiej zapamiętałam były dwie dziewczyny Agata i Anna. One to nic. Co rusz koło mnie znajdował się jakiś chłopak. Był to, albo Łukasz, albo Grzesiek. Lecz oni mnie nie interesowali. Mateusz. To nim cały czas zawracałam sobie głowę. Na drugi dzień po rozpoczęciu nauki podszedł do mnie i się ze mną zapoznał. Jest bardzo intrygującą osoba. Jest wysokim, wysportowanym brunetem. Jego oczy są krystalicznie niebieskie i zawsze podążającę za mną. Mam wrażenie, że coś ukrywa, tylko nie chce mówią. Z reszta nie miałam okazji z nim porozmawiać. Co rusz starałam się przekonać do siebie Kaśke i chodziłam na treningi. W nocy nie sypiałam, tylko myślałam o Mateuszu. Te niesforne kosmyki włosów, które co chwilę odgarnia z cudownie błękitnych oczu. W piątek postanowiłam z nim porozmawiać.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki po drodze budząc Izę. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w ciemne dżinsy i bluzkę. Pomalowałam lekko oczy, wyprostowałam włosy, związałam je w kitkę i wyszłam.
-Co tak długo?-przywitała mnie Iza i zatrzymała się w drzwiach do łazienki.-Który to?-spytała po chwili przypatrywania się mi.
-Żaden.-odpowiedziałam.
Zaczęłam ścielić łóżko, aby nie zauważyła rumieńca, który spłynął na moją twarzy. Mateusz-odpowiedziałam sobie w myślach. Iza po chwili wyszła z łazienki i patrzyła na mnie z rozbawieniem, kiedy pakowałam książki i skoroszyty do torby.
-Nie chcesz to nie mów.-odparła i sama chwyciła swoją torbę.
Miałam wrażenie, że już od dłuższego czasu chce mi coś powiedzieć, tylko się boi, ale nie naciskałam. Pierwsze lekcje, jak nigdy ciągnęły mi się w nie skończoność. W końcu doczekałam się wf-u. Błyskawicznie przebrałam się w dres i wyszłam na salę. Co prawda byłam, jako jedyną z dziewczyn, ale nie sama. Wokoło tłoczyło się trochę chłopaków, że tak powiem różnych kategori. To znaczy, grający w siatkę, w nogę, w ręczną, w kosza. Przeszukałam salę i znalazłam to czego szukałam. Mateusz stał koło drabinęk i jak zwykle mi się przyglądał. Zdenerwowana zarumieniłam się i spojrzałam w drugą stronę. Jeśli dobrze to obmyśliłam to powinnien do mnie zaraz podejść. Zaczęłam oglądać mini mecz w mnie między chłopakami. Kątem oka obserwowałam Mateusza. Nie poruszał się. Na salę weszło kilka dziewczyn, lecz na szczęście nie Iza.
-Część.-powiedział ktoś koło mnie.
Podskoczyłam wystraszona i odwróciłam się do rozmówcy. Na moje nieszczęście, albo i szczęście wpadłam wprost w ramiona Mateusza. Uśmiechnął się szeroko i puścił mnie. Miałam ochotę krzyknąć, żeby nie puszczał mnie, ale się powstrzymałam.
-Część.-wymamrotałam i znowu zatopiłam się w jego oczach. Odchrząknełam.-W co grasz?
-W nogę.
-Aha.
Nie chętnie odwróciłam wzrok i znów skupiłam się na meczu. Poczułam, że w kieszeni drży mi telefon. Wyjełam go i spojrzałam na wyświetlacz, który obwieszczał, że mam jedną wiadomość. Otworzyłam ją.
"Część piękna. Gdzie jesteś? Mam ważna sprawę do Ciebie"
-Ty zawsze masz ważna sprawę.-powiedziałam do siebie zapominając o Mateuszu.
-Coś mówiłaś?
-A zdobyli punkt.-pokazałam na grających chłopaków.
Spojrzał na mnie, a ją zamarłam. Staliśmy tak przez chwilę, aż nie przyszła do mnie kolejna wiadomość. Od Izy.
"Spytaj go, czy pójdzie na jutrzejszą imprezę u Anny"
"Ją mam go o to pytać? Nie on powinnien to zrobić?"-odpisałam i zaczęłam jej szukać wyrokiem. Stała za mną i przyglądała się mi.
"Nie, czekaj aż książę na białym koniu Cię o to zapyta."
Widziałam, jak kręci głową i gdzie w naszą stronę.
-Idziecie na imprezę u Anny?-spytała.
-Nie wiem.-odpowiedzieliśmy jednocześnie.
Spojrzelismy na siebie. Zaśmiałam się cicho i spojrzałam na Ize w oczekiwaniu, że sobie pójdzie.
-Nie mam z kim.-powiedziałam.
-Może chciała byś pójść że mną?-zapytał
-Dobra.-odparłam spokojnie, aby nie pomyślał sobie, że jestem, jakąś napalona. Choć w sumie to nie byłam.
Zadzwonił dzwonek. Wszyscy uczniowie weszli na salę i zaczęli zajmować miejsca po obu jej stronach.
-Część.
-Część.-rzuciłam i poszłam wraz z Iza pod siatkę.
-I co tak ciężko było?
-Dzięki Tobie nie.
Zajęłam swoje miejsce, a Iza swoje. Gwizdek oznajmił początek meczu. Iza odebrała piłkę, odbijając ją do dziewczyny z tylu, która podała do mnie, a ja przebiłam nad siatkę zdobywając punkt. Kolejne rozgrywki i kolejne punkty. Olga podała do Kaśki, która nisko odbiła do Izy. Iza rzuciła się w stronę piłki w ostatniej chwili przebijając ją na pole przeciwnej drużyny. Przyjęła Anna, następnie Patrycja, a Nikola przebiła na nasza połowę. Przyjęcie, podanie, przebicie. Przyjęcie, podanie, przebicie. Mimo wielkich prób przeciwniczek wygrałyśmy. Hura!

Bohaterowie

KLAUDIA WAJS-BRUNETKA O PIWNYCH OCZACH. POSIADA WIELKI TALENT SIATKARSKI. MARZY O REPREZENTOWANIU POLSKI W ZAWODACH.
"-SPÓJRZ TYLKO NA NIĄ. MA WSZYSTKO CO POTRZEBA, ABY OSIĄGNĄĆ MARZENIA.
-WIEM, WIEM. TYLKO, CZY PORADZI SOBIE Z WSZYSTKIMI PROBLEMAMI NA JEJ DRODZE?"

OCENA:SKOMPLIKOWANE


IZA WAJS-SIOSTRA BLIŹNIACZKA. ZDYSTANSOWANA OPTYMISTKA, PESYMISTYCZNIE PATRZĄCA NA ŚWIAT.

OCENA:ZOBACZCIE(strzalwserce.blogspot.com)


KAMILA MICHALUK-BLONDYNKA O BRĄZOWOOKIM SPOJRZENIU. BROŃ OSTATECZNA W POMAGANIU KLAUDII, JAK I JEJ PRZYJACIÓŁKA.

OCENA:NORMALNE

 


MATEUSZ ŁASKOWSKI-"PATRZYŁ NA NIĄ TYM SWOIM TURKUSOWYM WZROKIEM, W KTÓRYM BYŁA UKRYTĄ CAŁĄ PRAWDA O NIM. JEGO SZEROKI UŚMIECH POSYŁANY W JEJ STRONĘ, ONIEŚMIELIŁ I SPOWODOWAŁ, ŻE GRAWITACJA, JAKBY NIE CHCIAŁA JEJ JUŻ TRZYMAĆ PRZY ZIEMI. TO ON BYŁ JEJ GRAWITACJĄ".
RZEKOMO MIŁY Z NIEGO CHŁOPAK. LECZ NAPRAWĘ JEST OKRUTNY. PALI, PIJE, KRADNIE, CZY TO W NIM POCIĄGA KLAUDIĘ? A CO BĘDZIE, JAK PRAWDA WYJDZIE NA JAW I KLAUDIA DOWIE SIĘ, ŻE JEJ CHŁOPAK JĄ ZDRADZA?
 
OCENA:OKRUTNY
 


ŁUKASZ LIPIŃSKI-"PASMA BRĄZOWYCH WŁOSÓW OPADAŁY MU NA CZOŁO. DWOJE OCZU PRZYGLĄDAŁO JEJ SIĘ W ZAINTERESOWANIU. BYŁO W NIM COŚ URZEKAJĄCEGO." SYNALEK DYREKTORA.

OCENA:CHŁOPAK

 

GRZESIEK SZLAWSKI- BRUNET O BRĄZOWYCH OCZACH.
"-NIE ROZUMIESZ, ŻE CIĘ NIE KOCHAM? WYBIERAJ. PRZYJAŹŃ, ALBO STĄD ZJEŻDŻAJ.
ZABOLAŁY GO JEJ SŁOWA, ALE DZIELNIE TO UKRYWAŁ. WIEDZIAŁ, ŻE MIŁOŚĆ POTRAFI RANIĆ.
-PRZYJAŹŃ.-POWIEDZIAŁ, A SŁOWA TE UDERZYŁY W JEGO SERCE Z MOCĄ MŁOTA PNEUMATYCZNEGO."


OCENA:PRZYJACIEL
 

NATALIA BIEDRZECKA- SZATYNKA. UZALEŻNIONA OD DRAGÓW. JĘDZOWATA SIOSTRA RAFAŁA NIE COFAJĄCA SIĘ PRZED NICZYM.

OCENA:UZALEŻNIONA

 

ANNA KRUPA, PATRYCJA ZIĄBEK I NIKOLA ZARZYCKA -WSZYSTKIE SĄ BLONDYNKAMI O NIEBIESKICH OCZACH. KOLEŻANKI KLAUDI. POMOGĄ JEJ POZBIERAĆ SIĘ PO PUBLICZNYM ZERWANIU Z MATEUSZEM. ICH WSPARCIE OKAZZUJE SIĘ DLA KLAUDI BARDO POTRZEBNE I WAŻNE.

OCENA:OD ZWIERZANIA



I INNI...

 

SZKOŁA:

 SZKOŁA SPORTOWA NR.27 W BIAŁEJ PODLASKIEJ